piątek, 18 maja 2012

Imagin o Louisie

  Było po 2 ale ty ciągle nie mogłaś zasnąć. Przez przeszło godzinę gapiłaś się tempo na sufit. Louis Tomilinson, miłość twojego życia nie żyje. Słowa policjanta, który zadzwonił do ciebie dziś rano rozbrzmiewały ci w głowie. "Pański chłopak miał wypadek... My nic nie mogliśmy zrobić. Przy tak dużej prędkości zginął na miejscu. Bardzo mi przykro". Nie było ci nawet smutno, bo ta wiadomość wciąż do ciebie nie docierała. Byłaś pewna, że jak co rano obudzi cię zapach kawy przygotowanej przez niego. Że jak co rano zrobi ci śniadanie i przyniesie do łóżka. Wydawało ci się, że to wszystko głupi żart jakiś idiotów, którym nudzi się w domu, ale zza ciemnego nieba zaczęły wychodzić jasne promienie, a razem z nimi zaczynałaś wszystko rozumieć. Zrozumiałaś to, że on tu nie wróci i nie zrobi ci kawy. Nigdy więcej nie zjesz jego kanapek z krewetkowym majonezem. Nigdy więcej nie zobaczysz jego uśmiechu, jego wiecznej radości i tych rzadkich momentów gdy było mu smutno. On nigdy nie wróci, ty też nie. Nigdy nie będziesz taka jak kiedyś. Twoje życie razem z dzisiejszym porankiem straciło jakikolwiek sens. Przez cały czas siedziałaś w tej samej pozycji patrząc się na sufit. Choć łzy nie spływały ci po policzkach to wewnątrz płakałaś. Twoja dusza krzyczała o pomoc, ale tego wołania nikt nie mógł usłyszeć.Jasne promienie słońca wkradały się do pokoju. Na zewnątrz było pięknie. Wszystko kwitło, śpiewały ptaki, a motyle latały z kwiatka na kwiatek. Nie pasowałaś do tej cukierkowej aury. Wyjęłaś małą karteczkę, na której drżącą od łez ręką napisałaś:
"Nie płaczcie za mną. Kochałam was wszystkich, ale jego kocham  bardziej. Bez Louisa moje życie przypominało by kiepską telenowele. Nie potrafię tu zostać, muszę go spotkać. Przepraszam za wszystko.
Pamiętajcie, że was kocham"
Zbiegłaś zdesperowana po schodach do piwnicy. Wyjęłaś z szafy grubą, mocną linę, na której zawiązałaś pętle. Płacząc wybiegłaś do ogrodu. Stanęłaś na wysokim stołku po czym na wiśni oblepionej białymi kwiatami  zamocowałaś linkę. Później założyłaś ją sobie na głowę. Zamknęłaś oczy i w myślach zmówiłaś pacierz. Jedną nogę wysunęłaś już lekko do przodu. Zaraz za nią miała pójść druga, ale coś cię zatrzymało. Jakaś siła, która była głęboko w tobie nie pozwoliła ci tego zrobić i nakazała otworzyć oczy. Ujrzałaś go tam. Ujrzałaś Tomilinsona stojącego w ogrodzie. Stojącego koło ciebie.
  -Nie rób tego. Nie jestem tego wart.
Słyszałaś jego niewyraźny głos. W kółko powstrzymywał cię i błagał byś tego nie robiła.Po jego jasnych, prawie przeźroczystych policzkach spływały łzy.
  -Proszę cię. Daj sobie szansę ułożyć sobie życie od nowa- Chłopak rozpłynął się w powietrzu.
  -Louis- krzyknęłaś załamującym się głosem- nie zostawiaj mnie.
  -Ja zawsze przy tobie będę. Dzień i noc . Nigdy cię nie opuszczę.
Rozplątałaś pętle, rzuciłaś się na trawę i położyłaś na niej patrząc się w niebo. Czułaś czyjąś obecność. Wiedziałaś, że on tam jest i to dawało ci mobilizacje do życia. Dzięki temu uśmiechałaś się gdy inni płakali.

niedziela, 6 maja 2012

Imagin z Liamem

  Budzisz się wcześnie rano.Za oknem typowa pogoda dla Oxfordu. Jak zawsze mgliście, deszczowo i bez żadnych promieni słońca. Twoje zaspane oczy powędrowały na zegarek, który wskazywał wpół do szóstej.
  -Fuck! Zaspałam.- wyrwało ci się- Mamo, wstawaj. Za piętnaście minut muszę być w szkole.
Pobiegłaś do łazienki wciągając na siebie zielone rurki. Chwyciłaś szczoteczkę do zębów i zaczęłaś myć zęby czesząc przy tym włosy. Przepłukałaś buzię wodą i ubrałaś wygodną, ciepłą bluzę w biało-granatowe paski. Wzięłaś z lodówki butelkę wody, którą wrzuciłaś do torby i dwa Twixy. Jednego zjadłaś w drodze do samochodu a drugi powędrował koło butelki z napojem.
  -Akurat dzisiaj musiałam zaspać!- Byłaś na siebie zła- Czemu mnie nie obudziłaś?!
  -Przepraszam. Zapomniałam włączyć budzik. Nie martw się skarbie najwyżej zawiozę cię do tego Londynu.
Byłaś na siebie złą. Zawsze miałaś takiego głupiego pecha. Miałaś dzisiaj jechać razem z całą klasą na dwutygodniowe warsztaty muzyczne. Pod ich koniec miała zostać wybrana jedna osoba, która dostanie się do prestiżowej szkoły muzycznej właśnie w Londynie. Było to dla ciebie bardzo ważne. Zawsze chciałaś tam uczęszczać, ale twojej mamy nie było na to stać. Ćwiczyłaś swój wokal całymi dniami a teraz  to wszystko morze pójść na marne tylko przez to, że zaspałaś. Samochód zatrzymał się na podjeździe szkoły. Przed budynkiem stała grupa uczniów czekających na autobus. Zdążyłaś. Kamień spadł ci z serca. Ucałowałaś swoją rodzicielkę w policzek i wybiegłaś z radością z samochodu.
Przywitałaś się ze wszystkimi. W autobusie siedziałaś ze swoją przyjaciółką  Margaret. Przez całą drogę śpiewałyście, a raczej darłyście się do piosenek One Direction, irytując przy tym wszystkich siedzących wokół was. W końcu dojechałaś do Londynu. Przed tymi całymi warsztatami poszliście zwiedzać Londyn. Najpierw Parlament, Pałac Buckingham, Dom figur Woskowych... Rozglądasz się po zatłoczonej ulicy. Nikogo nie znasz. Mijają cię same obce twarze, które nawet cię nie zauważają. Siadasz na ławce i czekasz aż ktoś zorientuje się, że cię nie ma. Mija pięć minut, pół godziny, godzina. Z tej jednej godziny robią się trzy. Zdałaś sobie sprawę, że chyba nikt nie zauważył twojej nie obecności Jest ci zimno a na dodatek jedyne co dzisiaj jadłaś to batonik. Zaczęłaś płakać. Byłaś sama w obcym mieście. Bałaś się, ponieważ robiło się już ciemno. Bez sensu było siedzieć dalej na tej ławce. Szłaś po omacku przez miast w nadziei, że znajdziesz kogoś znajomego. Dotarłaś do jakiejś ciemnej, obskurnej ulicy.  Jedyne osoby, które tam mieszkały to jakieś menele i szczury. Bałaś się jeszcze bardziej niż wcześniej. Nagle ktoś zaczął na ciebie gwizdać.
  -Ej mała może dasz całusa starszemu panu.
Za tobą stał jakiś pijany mężczyzna. był okropny. Miał kilkunastu dniowy zarost, podarte ubrania a na dodatek był cały brudny. Zaczął wyrywać ci z rąk torebkę i przystawiać się do ciebie. Nie podobało ci się to. Zaczęłaś krzyczeć, ale mężczyzna zatkał ci buzie brudną skarpetą. Zaczął wsadzać swoje łapska pot twoją bluzkę i odpinać ci stanik. Chciałaś się bronić, ale napastnik był za silny. Założył na twoją głowę płócienny worek przez co nie wiedziałaś nawet co dzieje się wokół ciebie. Nagle usłyszałaś krzyk jakiegoś chłopaka. Znałaś ten głos, ale nie mogłaś go skojarzyć. Nagle poczułaś, że mężczyzna już cię nie dotyka. Leżałaś półnaga na jakimś odludziu. Nieznajomy chłopak okrył cię swoją bluzą i zdjął z twojej głowy worek.
  -Wszystko w porządku?- zapytał się ciebie tajemniczy brunet.
Pokiwałaś twierdząco głową, ale po policzkach ciekły ci łzy. Chłopak podszedł do ciebie i mocno przytulił.
  -Ciiii... Już jest wszystko dobrze, słyszysz. Przy mnie nic ci nie grozi, możesz być spokojna.
Było to dziwne uczucie. Znałaś kogoś od minuty, a zaufałaś mu. Poczułaś się w jego ramionach bezpiecznie.
  -Poczekaj chwilę zadzwonię na policję. Ten bydlak musi ponieść konsekwencje za to co ci zrobił.
  -Nie proszę cię nie rób tego. Nic takiego mi się nie stało. To tylko kilka siniaków i zadrapań, a jeżeli zgłosimy to na policję to będą ciągać mnie po sądach. I nie tylko ja będę miała wtedy przerąbane.- mówiłaś zaciśniętym jeszcze przez strach gardłem.
 No dobrze. Nie mogę decydować za ciebie, ale zastanawia mnie co taka ładna dziewczyna robi w tej dzielnicy? Chyba nie jesteś stąd skoro chodzisz tu sama na dodatek wieczorem?
  -Emm... Można powiedzieć, że trochę się zgubiłam. Ale ty też nie wyglądasz na takiego co tutaj mieszka.
  -Miałem sprawę do załatwienia.- Nastała chwila krępującej ciszy, którą przerwał chłopak- Na pewno jest ci zimno.
  -Fakt, siedzę sama od czterech godzin. Powinnam być teraz na wycieczce szkolnej a siedzę tutaj i marznę.
  -Choć odwiozę cię na miejsce. Wiesz gdzie nocujecie?
 Opowiedziałaś Chłopakowi jak znalazłaś się tutaj i dlaczego tak strasznie żałujesz tego, że nie możesz być teraz na warsztatach. Podałaś chłopakowi adres hotelu.
  -Słuchaj rozmawiamy ze sobą od pół godziny a ja nawet nie wiem jak masz na imię.
  -Jestem (T.I), a ty?
  -Liam. Liam Payn, proszę nie krzycz, nie kwicz i nie rób innych głupot.
  -Rzeczywiście to ty- Trochę głupi się uśmiechnęłaś.- Ale jestem głupia. Uwielbiam twój zespół i słucham was na okrągło, a kiedy cię spotykam to nie rozpoznaję. To trochę śmieszne.
  -Wiesz jak by mnie ktoś próbował pięć minut temu okraść to bym nawet własnej matki nie poznał.
  -Może i masz rację- cały czas mówiłaś to z tym samym głupim uśmiechem na twarzy.
Chłopak zatrzymał się przed dużym białym domem.
  -Gdzie jesteśmy? Bo to miejsce nie wygląda mi na hotel.
  -Masz racje. Hotel to to nie jest, ale wanna i czyste ubrania mam. Chyba nie myślałaś, że pokarzę cię komukolwiek w takim stanie. Nauczyciele sami by domyślili się co się stało nawet jeżeli nic byś im nie powiedziała.
  -Ale jeżeli przyjdę w twoich ubraniach to wymyślą sobie coś gorszego.
  -Mam siostrę, która chyba nosi taki sam rozmiar jak ty. I od razu odpowiem na następne pytanie. Nie to żaden problem. Ona ma tyle ubrań, że nawet nie zauważy jak pożyczę jedną bluzę. A poza tym będziesz miała okazje mi ją oddać. Cały zespół współprowadzi te całe warsztaty- Chłopak uśmiechnął się do ciebie słodko- Będziemy uczyć was emisji głosu.
Teraz naprawdę cię zatkało. Chłopak widząc twoją minę zaczął się śmiać. Dobra choć już bo woda w wannie ci wystygnie.
Otworzył mi drzwi frontowe i puścił pierwszą. W domu panował przyjemny gwar. W progu przywitała cię czwórka chłopaków. Od razu zasypali cię pytaniami czy nic ci nie jest. Liam co prawda wysłał im sms-a i poinformował, że przyjdziesz, ale nie spodziewałaś się takiego powitania. Harry zaprowadził cię do łazienki gdzie czekała na ciebie ciepła woda. Kiedy wyszłaś z wanny czekała na ciebie pyszna kolacja. W końcu podziękowałaś chłopcom i poprosiłaś chłopaka by cię odwiózł, ponieważ wszyscy na pewno odchodzą od zmysłów.
Wychowawczyni rzuciła ci się na szyję i zapytała co się stało. Opowiedzieliście jej razem z Liamem wymyśloną wersję wydarzeń. Nie obyło się od krzyczenia na ciebie. Kiedy wszystko już ucichło poszłaś spać i obudziłaś się dopiero o dwunastej. Pomimo tego, że zaspałaś na pierwsze zajęcia zdążyłaś jeszcze na lekcje emisji głosu i tańca, a takze na kilka innych. Nauczyciele, którzy wam pomagali byli pod wrażeniem twoich zdolności. Najbardziej podziwiali cię chłopcy z One Direction. Pod koniec warsztatów okazało się, że je wygrałaś i możesz uczęszczać na akademię muzyczną w Londynie. Dzięki temu możesz takrze częściej spotykać się z Liamem i resztą zespołu.

sobota, 28 kwietnia 2012

Imagin o Zaynie


Jesteś z Zaynem od roku. Zbliża się wasza pierwsza rocznica. Niestety spędzicie ją osobno, ponieważ twój chłopak musi wyjechać w trasę koncertową do USA. Nie możesz lecieć z nim. Twoja mama jest poważnie chora i ktoś musi się nią zająć. Jesteś zła i smutna, ale nie dajesz tego po sobie poznać. Nie chcesz by ktokolwiek się martwił. Masz nadzieję, że gdy tylko Zayn wróci spędzicie razem wiele czasu i chłopak wynagrodzi ci stracone chwile.
Czekacie razem na odprawę. Boisz się, że możesz go stracić. Jest przecież sławny i przystojny. Każda dziewczyna by na niego poleciała.
Spojrzałaś mu prosto w oczy, delikatnie się uśmiechając.
  -Obiecaj mi, że za te cztery miesiące będziemy stać razem w tym samym miejscu, a ty nadal będziesz mnie tak samo kochał.
  -Obiecuje, ale przyrzeknij, że na mnie zaczekasz.
  -Przyrzekam.
Po policzkach, mimo twojej woli zaczęły ściekać wielki, ciepłe łzy. Zayn szybko je otarł. Nie lubił patrzeć jak płaczesz.
   -Uśmiechnij się skarbie. Wrócę za cztery miesiące. Nawet się nie obejrzysz a już będę w Londynie.
Na twojej twarzy pojawił się krzywa linia, która miała przypominać radosną twarz. Przytuliłaś się mocno do chłopaka. Poczułaś zapach jego perfum. Rozpoznałaś, że to te, które kupiłaś mu na urodziny w tamtym miesiącu. Strasznie ci się podobału.
Stewardessa zaczęła poganiać ostatnie osoby, które nie przeszły jeszcze do strefy odlotów. Musieliście się już rozstać. Nie chciałaś tego. Kolejna fala łez napłynęła ci do oczu. Tym razem nie miałaś siły jej hamować. Po policzkach kapały ci gorące, wielkie krople o słonym smaku. Nie chciałaś żeby chłopak widział Cię w takim stanie. Próbowałaś szybko się pożegnać i wyrwać z jego objęć i pobiec gdzieś gdzie nikt cię nie zobaczy. Zayn nie pozwolił Ci uciec. Objął cię w talii i namiętnie pocałował. Przestałaś już płakać, ale nadal było Ci smutno.
  -Będę tęsknić.
Popchnęłaś chłopaka w stronę bramki na lotnisku.
  -Ja też.
Zayn oparł głowę o twoje czoło. Spojrzał w twoje błękitne oczy. Uścisnął się po raz ostatni i odszedł.
  -Kocham Cię- Usłyszałaś w oddali. Chciałaś mu odpowiedzieć tym samym, ale znowu załamał Ci się głos i łzy napłynęły Ci do oczu. Tylko pomachałaś mu ręką. Na nic więcej nie miałaś już siły.
Dalsze stanie na lotnisku nie miało sensu. Razem ze swoim ochroniarzem Jackiem, którego zatrudnił dla ciebie Zayn udałaś się do domu. Mężczyzna bez słowa objął cię ramieniem i próbował jakoś pocieszyć. Za wami jak zawsze ciągnął się tłum fanek i ciekawskich paparazzi. Miałaś to teraz głęboko w dupie. Liczyło się tylko to, że Zayn odleciał i jesteś tu sama.
Przez całą drogę do domu milczałaś. Zaraz po wejściu do waszej wspólnej willi wyjęłaś z barku whisky i włączyłaś w telewizji jakąś beznadziejną komedie romantyczną. Przez cały czas trwania filmu płakałaś i użalałaś się nad sobą pijąc przy tym Jacka Danielsa. Zmęczenie i alkohol zrobiły swoje i zasnęłaś na sofie.
  Mijały godziny, dni, tygodnie. Miesiąc za miesiącem. Jedyne, co robiłaś to opiekowałaś się swoją chorą matką. Dzisiaj jest wasza rocznica. Spojrzałaś na wyświetlacz swojego Iphona. Miałaś nową wiadomość od Zayna. Otworzyłaś ją.
(T.I.)Cholernie za tobą tęsknię. Kocham Cię najmocniej na świecie, ale chyba już Ci to mówiłem. Mam nadzieję, że spędzimy razem nie tylko ten jeden rok. Mam dla ciebie niespodziankę. Chuba nie masz żadnych planów na dzisiaj? Ściskam Cię i całuję.
                                                                    Twój Zayn xoxoxo”
Zrobiło Ci się cieplej na sercu. Wiedziałaś, że tęskni tak samo jak ty. Nie chciałaś dłużej tak żyć. Musicie coś zmienić. Obiecałaś sobie, że będziesz z nim jeździć na trasy. Załatwisz mamie opiekunkę. Ona na pewno lepiej się nią zajmie. Postanowiłaś zadzwonić do Zayna i opowiedzieć mu o swoich planach. Zadzwoniłaś raz- nikt nie odebrał. Następny raz- „abonent jest czasowo nie dostępny”. Dzwoniłaś chyba trzydzieści razy. W końcu zrezygnowana usiadłaś na skórzanej kanapie i włączyłaś jakieś wiadomości.
  -Przed chwilą na obrzeżach Nowego Jorku rozbił się samolot pasażerski lecący do Londynu. Lista ofiar jest jeszcze nieznana.
 Jedyne, co obiło ci się o uszy to katastrofa lotnicza. Byłaś zbyt zajęta próbą dodzwonienia się do swojego chłopaka by cokolwiek z komunikatu kobiety przetworzyć na zwartą informację.
Kiedy dzwoniłaś po raz osiemdziesiąty ósmy a Zayn nadal nie odbierał, rzuciłaś telefon na podłogę. Nagle do twych uszu dobiegła znajoma melodia.
  -Zayn w końcu raczył oddzwonić- pomyślałaś.
Podniosłaś telefon z ziemi i nie patrząc na to, kto dzwoni odebrałaś.
  -(T.I.)- Usłyszałaś w słuchawce zapłakany głos Harrego- Zayn leciał tym samolotem. On… On leży w szpitalu… (T.I) Musisz tu przylecieć. (T.I) Jack ma pieniądze na bilet. Spakuj tylko najpotrzebniejsze rzeczy i jedź na lotnisko.
  -Harry nie wiem, o co chodzi. Jaki samolot? Jak to w szpitalu?
  -No, bo Zayn… On chciał do ciebie przylecieć i… i ten samolot… on się rozbił.
  -To jakiś żart tak…- Zaczęłaś krzyczeć na chłopaka- żartujesz sobie ze mnie tak. No to powiem Ci, że mało śmieszne.
Po drugiej stronie cisza.
  -Harry to nie jest śmieszne, akurat ten żart ci nie wyszedł.
  -(T.I) to nie jest żart- Chłopak mówił już spokojnie. Starł się Ci wszystko wyjaśnić i wytłumaczyć- Jack zaraz po ciebie przyjedzie.
Usłyszałaś dźwięk rozłączanego się telefonu. Wybiegłaś z domu. Po policzkach płynęły ci łzy. Powoli zaczęła do ciebie wszystko docierać. Zatrzasnęłaś za sobą drzwi, których huk rozniósł się po całym podwórku. Nie wzięłaś ze sobą nic. Weszłaś do samochodu Jacka i skierowałaś się na lotnisko. Strasznie bałaś się do niego wejść, ale to była jedyna metoda by dostać się do ukochanego. Przełamałaś się i wdrapałaś po schodach do samolotu. Siedziałaś w pierwszej klasie. Zapięłaś mocno pas bezpieczeństwa. Ręce strasznie ci się trzęsły, a od płaczu aż rozbolała cię głowa. Rozłożyłaś się wygodnie w miękkim, skórzanym fotelu i nieobecnym wzrokiem wpatrywałaś się w okno samolotu. Mijały godziny a ty nawet nie drgnęłaś. Nagle samolot zaczął podchodzić do lądowania. Ktoś lekko szturchnął cię w ramie i się ocknęłaś. Wstałaś z fotela i ruszyłaś w stronę jednego z wyjścia. Twoją twarz muskał delikatny, chłodny wiatr. Jack pomógł ci przedostać ci się przez lotnisko. Poruszeni sprawą fani chcieli wyciągnąć od ciebie jakieś informacje, pocieszyć cię lub po prostu zobaczyć, w jakim jesteś stanie. Zrobiło ci się nawet trochę miło, że tak troszczą się o Zayna. Zawsze podziwiałaś te dziewczyny. To ich zorganizowanie, uprzejmość i miłość do chłopców. Wsiadłaś do czarnego samochodu czekającego na ciebie na parkingu. Po półtorej godziny prób przedostania się przez zatłoczony Nowy Jork samochód zatrzymał się przed wielką, prywatną kliniką. Wybiegłaś z samochodu i zaczęłaś szukać pokoju, którym leży Zayn. Starałaś się nie płakać, ale gdy tylko zobaczyłaś go leżącego bezwładnie na łóżku, nieprzytomnego, podłączonego pod kroplówki i jakieś urządzenia, ciepłe łzy same zaczynały ci ściekać. Podbiegli do ciebie chłopcy z zespołu i zaczęli cię pocieszać. Oni także nie wyglądali najlepiej. Mieli popuchnięte i podkrążone oczy, trzęsły im się ręce i nerwowo krążyli po korytarzu.
  -Mogę do niego wejść?- Zapytałaś się niepewnie
Chłopcy skinęli twierdząco głową i otworzyli ci drzwi. Usiadłaś koło chłopaka i jedną dłonią złapałaś jego lodowatą rękę. Drugą dłonią gładziłaś jego policzek. Siedziałaś tak przez tydzień. Nie ruszałaś się z miejsca. Jadłaś jedynie to, co chłopacy przynieśli ci z domu. Jechałaś już na kolejnej kawie. W pewnym momencie podszedł do ciebie lekarz i poprosiłbyś udała się z nim do gabinetu.
   -Nie ma sensu dłużej tego ciągnąc. Zayn ma zmiażdżony kręgosłup i czaszkę. Nigdy nie obudzi się ze śpiączki.
Słowa lekarza nie docierały do ciebie. Odbijały się pustym echem w twojej głowie. Wstałaś z krzesła i wybiegłaś z gabinetu. Rzuciłaś się na krzesło koło łóżka chłopaka. Przyciągałaś jego rękę do siebie.
  -Zayn! Obudź się słyszysz! Słyszysz! Zayn wstawaj. Do cholery jasnej Zayn! Proszę nie zostawiaj mnie samej. Nie umieraj!- Krzyczałaś przez łzy.
Nagle podszedł do ciebie Niall. Objął cię ramieniem i wyciągnął z sali.
  -(T.I) proszę cię. Zrozum. Tak będzie lepiej. On i tak z tego nie wyjdzie. To nie ma sensu. Nigdy się już nie obudzi.- Chłopak także płakał. Bał się. Bał się o ciebie, o to, że razem z najlepszym przyjacielem straci przyjaciółkę, której mógł powiedzieć wszystko.
  -Sam nie wierzysz w to, co mówisz. Niall słyszysz mnie on z tego wyjdzie. On przeżyje. Dzięki nam. Dzięki naszej modlitwie. Słyszysz Niall, on z tego wyjdzie- Powtarzałaś to z obłędem w oczach. Zaczęłaś się śmiać. Wyrwałaś się z objęć Nialla, bo w Sali gdzie leżał Zayn rozległo się głośne piszczenie. Do chłopaka podbiegli lekarze i zaczęli go reanimować. Chciałaś do niego podbiec, ale gdy tylko zrobiłaś pierwszy krok zemdlałaś. Już nigdy się nie obudziłaś. Może, dlatego, że nie chciałaś. Może, dlatego, że za późno wykryto tętniaka w mózgu. Powód był już nieważny. Teraz razem z Zaynem jesteście razem na zawsze i nic was nie rozdzieli. Wasza miłość sprzeciwiła się śmierci. Jesteście już nierozłączni.

piątek, 27 kwietnia 2012

Imagin o Harrym

  Idziesz zatłoczoną londyńską ulicą. Po policzkach ściekają ci słone łzy. Przepychasz się przez tłum ludzi. Nie obchodzi cię to, że rozmazał ci się makijaż. nie obchodzi cię to,że masz podarte ubrania i poplątane włosy. Wszystko cię boli. Masz posiniaczone ręce a po szyi ścieka ci strużka krwi.Pomimo tego nikt nie chce ci pomóc. Nie znasz Londynu. Szukasz najbliższego komisariatu policji. Błądzisz po omacku przez zatłoczoną metropolię. Krążysz tak przez dwie godziny. Nagle zdesperowana zatrzymujesz się. Cały czas płaczesz. Nadal nie dochodzi do ciebie to, że ktoś próbował Cię zgwałcić... Zaraz... Nie próbował on to zrobił. Brzydziłaś się swojego ciała. Stanęłaś na balustradzie mostu, przez który właśnie szłaś. Zamknęłaś oczy, z których pociekły ostatnie łzy. Jedną nogę wysunęłaś do przodu. Wzięłaś głęboki oddech. Masz już skoczyć gdy nagle ktoś łapie twoją rękę.
  -Nie rób tego- Słyszysz głos jakiegoś chłopaka, który jest prawdopodobnie w twoim wieku. Nadal stoisz z zamkniętymi oczami nie zwracając na nic uwagi próbujesz wyrwać się z objęć chłopaka. Twoje ręka wykręca się na wszystkie strony. Boisz się, że to kolejny zboczenie,który cię skrzywdzi. Nie chcesz tego przeżywać jeszcze raz.
   -Zostaw mnie!- Zaczynasz krzyczeć i miotać się na barierce.
   -Nie skrzywdzę cię. Proszę Cię nie rób tego. Słyszysz! Zejdź z tej barierki. Pomogę ci , ale nie rób tego.
Chłopak wydawał się mówić prawdę. Zaufałaś mu i otworzyłaś oczy. stał przed tobą wysoki brunet o kręconych włosach i zielonych oczach. Próbując zdjąć cię z balustrady chłopak złapał cię w tali co spowodowało u ciebie kolejny atak panki. Nie chciałaś by ktokolwiek dotykał twojego ciała. On to wiedział dlatego szybko odstawił cię na ziemię. Spojrzałaś w jego zielone, zdenerwowane oczy i znowu zaczęłaś płakać. Było ci zimno, wszystko cię bolało a na dodatek zaczął padać deszcz. Chłopak zdjął swoją bluzę i cię nią okrył. Normalnie byś protestowała, ale to nie był normalny dzień. Nic nie jest teraz takie jak kiedyś i nigdy nie będzie. Idziesz teraz z nieznajomym chłopakiem nie wiadomo do kąt, ktoś cię zgwałcił, próbowałaś popełnić samobójstwo i masz niby po tym normalnie funkcjonować? Nie potrafisz tak i chyba nigdy nie będziesz mogła tego pojąć. Nagle zatrzymaliście się koło jakiegoś samochodu. Wyglądał na strasznie drogi. Chłopak otworzył Ci drzwi a sam wsiadł na miejscu kierowcy.  Zajęłaś miejsce na wygodnym, skórzanym fotelu i nagle poczułaś, że odpływasz.
Słyszysz straszny hałas, który wyrywa cię z głębokiego snu. Otwierasz zaspane oczy, przed którymi ukazuje ci się szpitalna sala pełna jakiś urządzeń. W okół ciebie zrobiło się straszne zamieszanie. Nie wiedziałaś o co chodzi. Leżałaś ledwo przytomna na łóżku. Pękała ci głowa, a poza tym zauważyłaś, że masz złamaną nogę i rękę. Jeszce raz rozejrzałaś się po sali, podbiegły do ciebie dwie pielęgniarki i zaczęły cię badać. Chciałaś się zapytać co się stało, ale nie mogłaś wydusić z siebie słowa. Nagle do twojego pokoju wbiegł znajomy chłopak. Nie wiedziałaś skąd go znasz, ale wydawał się znajomy. Podbiegł do twojego łóżka i zaczął płakać jak dziecko.
  -Tak się o ciebie martwiłem.Nie wiem co bym zrobił gdybyś się już nie obudziła. Wiem, że się nie znamy, ale cię kocham.
  -Co ja tu robię? I w ogóle kim jesteś? Nie wiem o co chodzi... I dlaczego mam nogę w gipsie?
  -Nic nie pamiętasz? Ja jestem Harry. Harry Styles. Wiem, że wcześniej się nie przedstawiłam, ale wtedy nie było czasu.
  -Kiedy nie było czasu? Czy ktoś może mi wytłumaczyć o co tu chodzi?- Gdybyś tylko mogła zaczęła byś krzyczeć, ale nie miałaś na to siły.
  -Uspokój się. Zaraz ci wszystko wyjaśnię. Pamiętasz może co się stało zanim zapadłaś w śpiączkę?
  -Zapadłam w śpiączkę?
  - No tak. Leżałaś tu już sześć miesięcy. Powoli traciłem nadzieję, że kiedykolwiek dowiem się jak masz na imię.
  -Jestem (T.I). I jedyne co pamiętam to to, że mnie uratowałeś.- Uśmiechnęłaś się do Harrego i poprosiłaś by opowiedział ci co się stało. Powoli wszystko zaczynało w tobie odżywać. Nadal cię to bolało, ale widok wesołej twarzy chłopaka pomógł ci o tym zapomnieć.
  -Kiedy chciałem zawieźć cię do mnie do domu byś trochę odpoczęła zemdlałaś u mnie w samochodzie. Najpierw myślałem, że po prostu zasnęłaś, ale potem gdy podjechałem pod dom i próby obudzenia cię nie skutkowały, zawiozłem cię do szpitala.- Chłopakowi nagle spoważniał głos.- Lekarze nie dawali ci żadnych szans na to, że kiedykolwiek się obudzisz. Rodzina kazała mi o tobie zapomnieć. Mówili, że nawet cię nie znam, że tak będzie dla wszystkich łatwiej. Ja nie potrafiłem. Po prostu gdy pierwszy raz cię ujrzałem. Kiedy stałaś na moście trzęsąca się z zimna, kiedy po raz pierwszy spojrzałaś w moje oczy, wtedy zrozumiałem, że jesteś wyjątkowa. Codziennie, przez pół roku przychodziłem tu tylko po to by popatrzeć jak śpisz. Ja... Kocham cię.
Chciałaś coś powiedzieć, ale chłopak ci przerwał.
  -Wiem, że to nie ma sensu. Wiem, że się w ogóle nie znamy, ale daj mi szanse. Proszę.
  -Harry...- Kompletnie nie wiedziałaś co powiedzieć.- jeszcze nigdy nie usłyszałam niczego piękniejszego.
Chłopak zbliżył się do ciebie i pogłaskał cię po policzku. Leżałaś w szpitalu jeszcze przez dwa miesiące. Harry codziennie cię odwiedzał. Nikogo nie kochałaś bardziej od niego. Dzięki Harremu zapomniałaś o wszystkim co wydarzyło się wcześniej. Dzięki niemu jesteś szczęśliwa. I w gruncie rzeczy miałaś rację- już nic nie jest takie jak kiedyś...

niedziela, 22 kwietnia 2012

Imagin o Niallu


  Kolejny beznadziejny dzień w twojej beznadziejnej szkole. Wracasz do domu i zaczynasz się dziwić, dlaczego jesteś zła na cały świat. Na twojej kanapie siedział sam Niall Horan. Większość dziewczyn skakałaby z radości, ale ty znasz go od zawsze. Jesteście ze sobą od dziesięciu lat. Wszystko zaczęło się w podstawówce. Trochę Cię to bawiło, że przez te wszystkie lata, kiedy twoje przyjaciółki zrywały z chłopakami i poznawały nowe osoby ty wciąż trwałaś przy tym jedynym.
 Zamyśliłaś się i nie zauważyłaś, kiedy blondynek zaczął bacznie ci się przyglądać.
  -Zamknij buzie, bo mucha ci wleci- zaczął śmiać się z ciebie, co przywróciło u ciebie twoje rozdrażnienie. Wiedziałaś, że wyglądasz śmiesznie stojąc na środku pokoju z otwartą buzią gapiąc się tempo w nicość, ale nie zmieniało to fakty, że nie lubiłaś ,kiedy ktokolwiek się z ciebie śmiał.
  -Kochanie, nic ci nie jest? Wyglądasz jakby coś się stało - Kiedy ty nadal nie odzywałaś się do Nialla, chłopak zaczął się martwić.
  -Nie, nic mi nie jest. Po prostu miałam ciężki dzień nic więcej.
  -Skoro miałaś ciężki dzień to najlepszym sposobem na poprawienie ci humoru będzie obejrzenie jakiegoś idiotycznego filmu i rundka w Scrablle.
Oczywiście zgodziłaś się na to. Uwielbiałaś przegrywać z Niallem i patrzeć na jego triumfującą minę.
Chłopak pobiegł po schodach o pudełko z planszą i rozłożył ją na stole. Do dvd wsadził płytę z „Klopsiki i inne zjawiska pogodowe”. Oczywiście chłopak uwielbiał tą bajkę. Nic dziwnego. W końu była o jego ukochanym jedzeniu. Czasami wydawało ci się, że posiłki kocha bardziej od ciebie.
Zaczęliście kątem oka oglądać film i rozpoczęliście grę. Oczywiście Niall znowu zaczynał. Byłaś już do tego przyzwyczajona. Chyba nikt nie wygrał z nim w Scrablle.
„Uśmiech”. Niall spojrzał się na ciebie prosząco.
  -Kochanie chciałbym żebyś zawsze miała go na sobie, bo tak Ci najładniej. Nienawidzę jak się złościsz, gniewasz i martwisz. Chcę zawsze widzieć Cię taką jak teraz. Radosna i spokojna (T.I) oglądająca bajkę dla dzieci i próbująca pokonać mnie w grze. Kocham ten widok. Niall uklęknął przed tobą, wyjął małe czerwone pudełko.
  -Chcę podziwiać ten widok do końca życia. (T.I) wyjdziesz za mnie?
  -Niall… Nic nie powiedziałaś. Zaczęłaś z radości płakać i śmiać się. Mocno przytuliłś chłopaka, po czym założyłaś na rękę śliczną obrączkę z małym, zielonym oczkiem.
Chłopak zaczął Cię namiętnie całować. Cieszył się razem z tobą ty, ze możecie być razem już do końca.
  -Obiecaj mi, że tego nie spieprzymy… Wydukałaś przez łzy i spojrzałaś się na chłopaka, który przestał Cię na chwilę całować.
  -Obiecuję.

Krótki wstęp i kilka słów o mnie

  Hej wszystkim. Jestem Bestia, ale naprawdę na imię mam Alex. Na tym blogu będę zamieszczać imaginy o One Directions. Mam nadzieję, że to co stworzę spodoba się wam i będziecie motywować mnie do dalszego pisania częstymi, miłymi komentarzami i dodawaniem się do obserwatorów. Poza pisaniem imaginów postaram dodać czasami jakieś informację o chłopcach.
Nie pozostaje mi już nic innego jak życzyć wam przyjemnej lektury ;)
                                                                     Wasza kochająca wszystkich
                                                                                                  Bestia <3