piątek, 27 kwietnia 2012

Imagin o Harrym

  Idziesz zatłoczoną londyńską ulicą. Po policzkach ściekają ci słone łzy. Przepychasz się przez tłum ludzi. Nie obchodzi cię to, że rozmazał ci się makijaż. nie obchodzi cię to,że masz podarte ubrania i poplątane włosy. Wszystko cię boli. Masz posiniaczone ręce a po szyi ścieka ci strużka krwi.Pomimo tego nikt nie chce ci pomóc. Nie znasz Londynu. Szukasz najbliższego komisariatu policji. Błądzisz po omacku przez zatłoczoną metropolię. Krążysz tak przez dwie godziny. Nagle zdesperowana zatrzymujesz się. Cały czas płaczesz. Nadal nie dochodzi do ciebie to, że ktoś próbował Cię zgwałcić... Zaraz... Nie próbował on to zrobił. Brzydziłaś się swojego ciała. Stanęłaś na balustradzie mostu, przez który właśnie szłaś. Zamknęłaś oczy, z których pociekły ostatnie łzy. Jedną nogę wysunęłaś do przodu. Wzięłaś głęboki oddech. Masz już skoczyć gdy nagle ktoś łapie twoją rękę.
  -Nie rób tego- Słyszysz głos jakiegoś chłopaka, który jest prawdopodobnie w twoim wieku. Nadal stoisz z zamkniętymi oczami nie zwracając na nic uwagi próbujesz wyrwać się z objęć chłopaka. Twoje ręka wykręca się na wszystkie strony. Boisz się, że to kolejny zboczenie,który cię skrzywdzi. Nie chcesz tego przeżywać jeszcze raz.
   -Zostaw mnie!- Zaczynasz krzyczeć i miotać się na barierce.
   -Nie skrzywdzę cię. Proszę Cię nie rób tego. Słyszysz! Zejdź z tej barierki. Pomogę ci , ale nie rób tego.
Chłopak wydawał się mówić prawdę. Zaufałaś mu i otworzyłaś oczy. stał przed tobą wysoki brunet o kręconych włosach i zielonych oczach. Próbując zdjąć cię z balustrady chłopak złapał cię w tali co spowodowało u ciebie kolejny atak panki. Nie chciałaś by ktokolwiek dotykał twojego ciała. On to wiedział dlatego szybko odstawił cię na ziemię. Spojrzałaś w jego zielone, zdenerwowane oczy i znowu zaczęłaś płakać. Było ci zimno, wszystko cię bolało a na dodatek zaczął padać deszcz. Chłopak zdjął swoją bluzę i cię nią okrył. Normalnie byś protestowała, ale to nie był normalny dzień. Nic nie jest teraz takie jak kiedyś i nigdy nie będzie. Idziesz teraz z nieznajomym chłopakiem nie wiadomo do kąt, ktoś cię zgwałcił, próbowałaś popełnić samobójstwo i masz niby po tym normalnie funkcjonować? Nie potrafisz tak i chyba nigdy nie będziesz mogła tego pojąć. Nagle zatrzymaliście się koło jakiegoś samochodu. Wyglądał na strasznie drogi. Chłopak otworzył Ci drzwi a sam wsiadł na miejscu kierowcy.  Zajęłaś miejsce na wygodnym, skórzanym fotelu i nagle poczułaś, że odpływasz.
Słyszysz straszny hałas, który wyrywa cię z głębokiego snu. Otwierasz zaspane oczy, przed którymi ukazuje ci się szpitalna sala pełna jakiś urządzeń. W okół ciebie zrobiło się straszne zamieszanie. Nie wiedziałaś o co chodzi. Leżałaś ledwo przytomna na łóżku. Pękała ci głowa, a poza tym zauważyłaś, że masz złamaną nogę i rękę. Jeszce raz rozejrzałaś się po sali, podbiegły do ciebie dwie pielęgniarki i zaczęły cię badać. Chciałaś się zapytać co się stało, ale nie mogłaś wydusić z siebie słowa. Nagle do twojego pokoju wbiegł znajomy chłopak. Nie wiedziałaś skąd go znasz, ale wydawał się znajomy. Podbiegł do twojego łóżka i zaczął płakać jak dziecko.
  -Tak się o ciebie martwiłem.Nie wiem co bym zrobił gdybyś się już nie obudziła. Wiem, że się nie znamy, ale cię kocham.
  -Co ja tu robię? I w ogóle kim jesteś? Nie wiem o co chodzi... I dlaczego mam nogę w gipsie?
  -Nic nie pamiętasz? Ja jestem Harry. Harry Styles. Wiem, że wcześniej się nie przedstawiłam, ale wtedy nie było czasu.
  -Kiedy nie było czasu? Czy ktoś może mi wytłumaczyć o co tu chodzi?- Gdybyś tylko mogła zaczęła byś krzyczeć, ale nie miałaś na to siły.
  -Uspokój się. Zaraz ci wszystko wyjaśnię. Pamiętasz może co się stało zanim zapadłaś w śpiączkę?
  -Zapadłam w śpiączkę?
  - No tak. Leżałaś tu już sześć miesięcy. Powoli traciłem nadzieję, że kiedykolwiek dowiem się jak masz na imię.
  -Jestem (T.I). I jedyne co pamiętam to to, że mnie uratowałeś.- Uśmiechnęłaś się do Harrego i poprosiłaś by opowiedział ci co się stało. Powoli wszystko zaczynało w tobie odżywać. Nadal cię to bolało, ale widok wesołej twarzy chłopaka pomógł ci o tym zapomnieć.
  -Kiedy chciałem zawieźć cię do mnie do domu byś trochę odpoczęła zemdlałaś u mnie w samochodzie. Najpierw myślałem, że po prostu zasnęłaś, ale potem gdy podjechałem pod dom i próby obudzenia cię nie skutkowały, zawiozłem cię do szpitala.- Chłopakowi nagle spoważniał głos.- Lekarze nie dawali ci żadnych szans na to, że kiedykolwiek się obudzisz. Rodzina kazała mi o tobie zapomnieć. Mówili, że nawet cię nie znam, że tak będzie dla wszystkich łatwiej. Ja nie potrafiłem. Po prostu gdy pierwszy raz cię ujrzałem. Kiedy stałaś na moście trzęsąca się z zimna, kiedy po raz pierwszy spojrzałaś w moje oczy, wtedy zrozumiałem, że jesteś wyjątkowa. Codziennie, przez pół roku przychodziłem tu tylko po to by popatrzeć jak śpisz. Ja... Kocham cię.
Chciałaś coś powiedzieć, ale chłopak ci przerwał.
  -Wiem, że to nie ma sensu. Wiem, że się w ogóle nie znamy, ale daj mi szanse. Proszę.
  -Harry...- Kompletnie nie wiedziałaś co powiedzieć.- jeszcze nigdy nie usłyszałam niczego piękniejszego.
Chłopak zbliżył się do ciebie i pogłaskał cię po policzku. Leżałaś w szpitalu jeszcze przez dwa miesiące. Harry codziennie cię odwiedzał. Nikogo nie kochałaś bardziej od niego. Dzięki Harremu zapomniałaś o wszystkim co wydarzyło się wcześniej. Dzięki niemu jesteś szczęśliwa. I w gruncie rzeczy miałaś rację- już nic nie jest takie jak kiedyś...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz