Jesteś z Zaynem od roku. Zbliża się wasza
pierwsza rocznica. Niestety spędzicie ją osobno, ponieważ twój chłopak musi
wyjechać w trasę koncertową do USA. Nie możesz lecieć z nim. Twoja mama jest
poważnie chora i ktoś musi się nią zająć. Jesteś zła i smutna, ale nie dajesz
tego po sobie poznać. Nie chcesz by ktokolwiek się martwił. Masz nadzieję, że
gdy tylko Zayn wróci spędzicie razem wiele czasu i chłopak wynagrodzi ci
stracone chwile.
Czekacie razem na odprawę. Boisz się, że
możesz go stracić. Jest przecież sławny i przystojny. Każda dziewczyna by na
niego poleciała.
Spojrzałaś mu prosto w oczy, delikatnie się
uśmiechając.
-Obiecaj mi, że za te cztery miesiące będziemy stać razem w tym samym
miejscu, a ty nadal będziesz mnie tak samo kochał.
-Obiecuje, ale przyrzeknij, że na mnie zaczekasz.
-Przyrzekam.
Po policzkach, mimo twojej woli zaczęły ściekać
wielki, ciepłe łzy. Zayn szybko je otarł. Nie lubił patrzeć jak płaczesz.
-Uśmiechnij się skarbie. Wrócę za cztery miesiące. Nawet się nie obejrzysz
a już będę w Londynie.
Na twojej twarzy pojawił się krzywa linia,
która miała przypominać radosną twarz. Przytuliłaś się mocno do chłopaka.
Poczułaś zapach jego perfum. Rozpoznałaś, że to te, które kupiłaś mu na
urodziny w tamtym miesiącu. Strasznie ci się podobału.
Stewardessa zaczęła poganiać ostatnie osoby,
które nie przeszły jeszcze do strefy odlotów. Musieliście się już rozstać. Nie
chciałaś tego. Kolejna fala łez napłynęła ci do oczu. Tym razem nie miałaś siły
jej hamować. Po policzkach kapały ci gorące, wielkie krople o słonym smaku. Nie
chciałaś żeby chłopak widział Cię w takim stanie. Próbowałaś szybko się
pożegnać i wyrwać z jego objęć i pobiec gdzieś gdzie nikt cię nie zobaczy. Zayn
nie pozwolił Ci uciec. Objął cię w talii i namiętnie pocałował. Przestałaś już
płakać, ale nadal było Ci smutno.
-Będę tęsknić.
Popchnęłaś chłopaka w stronę bramki na
lotnisku.
-Ja
też.
Zayn oparł głowę o twoje czoło. Spojrzał w
twoje błękitne oczy. Uścisnął się po raz ostatni i odszedł.
-Kocham Cię- Usłyszałaś w oddali. Chciałaś mu odpowiedzieć tym samym,
ale znowu załamał Ci się głos i łzy napłynęły Ci do oczu. Tylko pomachałaś mu
ręką. Na nic więcej nie miałaś już siły.
Dalsze stanie na lotnisku nie miało sensu.
Razem ze swoim ochroniarzem Jackiem, którego zatrudnił dla ciebie Zayn udałaś
się do domu. Mężczyzna bez słowa objął cię ramieniem i próbował jakoś
pocieszyć. Za wami jak zawsze ciągnął się tłum fanek i ciekawskich paparazzi.
Miałaś to teraz głęboko w dupie. Liczyło się tylko to, że Zayn odleciał i
jesteś tu sama.
Przez całą drogę do domu milczałaś. Zaraz po
wejściu do waszej wspólnej willi wyjęłaś z barku whisky i włączyłaś w telewizji
jakąś beznadziejną komedie romantyczną. Przez cały czas trwania filmu płakałaś
i użalałaś się nad sobą pijąc przy tym Jacka Danielsa. Zmęczenie i alkohol
zrobiły swoje i zasnęłaś na sofie.
Mijały
godziny, dni, tygodnie. Miesiąc za miesiącem. Jedyne, co robiłaś to opiekowałaś
się swoją chorą matką. Dzisiaj jest wasza rocznica. Spojrzałaś na wyświetlacz
swojego Iphona. Miałaś nową wiadomość od Zayna. Otworzyłaś ją.
„(T.I.)Cholernie za tobą tęsknię. Kocham Cię
najmocniej na świecie, ale chyba już Ci to mówiłem. Mam nadzieję, że spędzimy
razem nie tylko ten jeden rok. Mam dla ciebie niespodziankę. Chuba nie masz
żadnych planów na dzisiaj? Ściskam Cię i całuję.
Twój Zayn xoxoxo”
Zrobiło Ci się cieplej na sercu. Wiedziałaś,
że tęskni tak samo jak ty. Nie chciałaś dłużej tak żyć. Musicie coś zmienić.
Obiecałaś sobie, że będziesz z nim jeździć na trasy. Załatwisz mamie opiekunkę.
Ona na pewno lepiej się nią zajmie. Postanowiłaś zadzwonić do Zayna i
opowiedzieć mu o swoich planach. Zadzwoniłaś raz- nikt nie odebrał. Następny
raz- „abonent jest czasowo nie dostępny”. Dzwoniłaś chyba trzydzieści razy. W
końcu zrezygnowana usiadłaś na skórzanej kanapie i włączyłaś jakieś wiadomości.
-Przed chwilą na obrzeżach Nowego Jorku rozbił się samolot pasażerski
lecący do Londynu. Lista ofiar jest jeszcze nieznana.
Jedyne,
co obiło ci się o uszy to katastrofa lotnicza. Byłaś zbyt zajęta próbą
dodzwonienia się do swojego chłopaka by cokolwiek z komunikatu kobiety
przetworzyć na zwartą informację.
Kiedy dzwoniłaś po raz osiemdziesiąty ósmy a
Zayn nadal nie odbierał, rzuciłaś telefon na podłogę. Nagle do twych uszu
dobiegła znajoma melodia.
-Zayn w końcu raczył oddzwonić- pomyślałaś.
Podniosłaś telefon z ziemi i nie patrząc na
to, kto dzwoni odebrałaś.
-(T.I.)- Usłyszałaś w słuchawce zapłakany głos Harrego- Zayn leciał tym
samolotem. On… On leży w szpitalu… (T.I) Musisz tu przylecieć. (T.I) Jack ma
pieniądze na bilet. Spakuj tylko najpotrzebniejsze rzeczy i jedź na lotnisko.
-Harry nie wiem, o co chodzi. Jaki samolot? Jak to w szpitalu?
-No,
bo Zayn… On chciał do ciebie przylecieć i… i ten samolot… on się rozbił.
-To jakiś żart tak…- Zaczęłaś krzyczeć na
chłopaka- żartujesz sobie ze mnie tak. No to powiem Ci, że mało śmieszne.
Po drugiej stronie cisza.
-Harry to nie jest śmieszne, akurat ten żart
ci nie wyszedł.
-(T.I) to nie jest żart- Chłopak mówił już
spokojnie. Starł się Ci wszystko wyjaśnić i wytłumaczyć- Jack zaraz po ciebie
przyjedzie.
Usłyszałaś dźwięk
rozłączanego się telefonu. Wybiegłaś z domu. Po policzkach płynęły ci łzy.
Powoli zaczęła do ciebie wszystko docierać. Zatrzasnęłaś za sobą drzwi, których
huk rozniósł się po całym podwórku. Nie wzięłaś ze sobą nic. Weszłaś do
samochodu Jacka i skierowałaś się na lotnisko. Strasznie bałaś się do niego
wejść, ale to była jedyna metoda by dostać się do ukochanego. Przełamałaś się i
wdrapałaś po schodach do samolotu. Siedziałaś w pierwszej klasie. Zapięłaś
mocno pas bezpieczeństwa. Ręce strasznie ci się trzęsły, a od płaczu aż
rozbolała cię głowa. Rozłożyłaś się wygodnie w miękkim, skórzanym fotelu i
nieobecnym wzrokiem wpatrywałaś się w okno samolotu. Mijały godziny a ty nawet
nie drgnęłaś. Nagle samolot zaczął podchodzić do lądowania. Ktoś lekko
szturchnął cię w ramie i się ocknęłaś. Wstałaś z fotela i ruszyłaś w stronę
jednego z wyjścia. Twoją twarz muskał delikatny, chłodny wiatr. Jack pomógł ci
przedostać ci się przez lotnisko. Poruszeni sprawą fani chcieli wyciągnąć od
ciebie jakieś informacje, pocieszyć cię lub po prostu zobaczyć, w jakim jesteś
stanie. Zrobiło ci się nawet trochę miło, że tak troszczą się o Zayna. Zawsze
podziwiałaś te dziewczyny. To ich zorganizowanie, uprzejmość i miłość do
chłopców. Wsiadłaś do czarnego samochodu czekającego na ciebie na parkingu. Po półtorej
godziny prób przedostania się przez zatłoczony Nowy Jork samochód zatrzymał się
przed wielką, prywatną kliniką. Wybiegłaś z samochodu i zaczęłaś szukać pokoju,
którym leży Zayn. Starałaś się nie płakać, ale gdy tylko zobaczyłaś go leżącego
bezwładnie na łóżku, nieprzytomnego, podłączonego pod kroplówki i jakieś
urządzenia, ciepłe łzy same zaczynały ci ściekać. Podbiegli do ciebie chłopcy z
zespołu i zaczęli cię pocieszać. Oni także nie wyglądali najlepiej. Mieli
popuchnięte i podkrążone oczy, trzęsły im się ręce i nerwowo krążyli po
korytarzu.
-Mogę do niego wejść?- Zapytałaś się niepewnie
Chłopcy skinęli twierdząco
głową i otworzyli ci drzwi. Usiadłaś koło chłopaka i jedną dłonią złapałaś jego
lodowatą rękę. Drugą dłonią gładziłaś jego policzek. Siedziałaś tak przez tydzień.
Nie ruszałaś się z miejsca. Jadłaś jedynie to, co chłopacy przynieśli ci z
domu. Jechałaś już na kolejnej kawie. W pewnym momencie podszedł do ciebie
lekarz i poprosiłbyś udała się z nim do gabinetu.
-Nie
ma sensu dłużej tego ciągnąc. Zayn ma zmiażdżony kręgosłup i czaszkę. Nigdy nie
obudzi się ze śpiączki.
Słowa lekarza nie docierały
do ciebie. Odbijały się pustym echem w twojej głowie. Wstałaś z krzesła i wybiegłaś
z gabinetu. Rzuciłaś się na krzesło koło łóżka chłopaka. Przyciągałaś jego rękę
do siebie.
-Zayn! Obudź się słyszysz! Słyszysz! Zayn
wstawaj. Do cholery jasnej Zayn! Proszę nie zostawiaj mnie samej. Nie umieraj!-
Krzyczałaś przez łzy.
Nagle podszedł do ciebie
Niall. Objął cię ramieniem i wyciągnął z sali.
-(T.I) proszę cię. Zrozum. Tak będzie lepiej.
On i tak z tego nie wyjdzie. To nie ma sensu. Nigdy się już nie obudzi.-
Chłopak także płakał. Bał się. Bał się o ciebie, o to, że razem z najlepszym
przyjacielem straci przyjaciółkę, której mógł powiedzieć wszystko.
-Sam nie wierzysz w to, co mówisz. Niall
słyszysz mnie on z tego wyjdzie. On przeżyje. Dzięki nam. Dzięki naszej modlitwie.
Słyszysz Niall, on z tego wyjdzie- Powtarzałaś to z obłędem w oczach. Zaczęłaś
się śmiać. Wyrwałaś się z objęć Nialla, bo w Sali gdzie leżał Zayn rozległo się
głośne piszczenie. Do chłopaka podbiegli lekarze i zaczęli go reanimować.
Chciałaś do niego podbiec, ale gdy tylko zrobiłaś pierwszy krok zemdlałaś. Już
nigdy się nie obudziłaś. Może, dlatego, że nie chciałaś. Może, dlatego, że za
późno wykryto tętniaka w mózgu. Powód był już nieważny. Teraz razem z Zaynem jesteście
razem na zawsze i nic was nie rozdzieli. Wasza miłość sprzeciwiła się śmierci. Jesteście
już nierozłączni.